FELIETONPC & KONSOLE

Turbo DOTA2 – czyli jednak nie nauczę się tych języków…

Wyobraźcie sobie atmosferę tak toksyczną, że tylko naturalnie wyhodowany gopnik jest w stanie przetrwać w niej dłużej niż 45 minut i nie oszaleć. Wyobraźcie sobie system rankingowy przeznaczony dla rozgrywek 1 vs 1, ale w ramach ponurego żartu zastosowany do gry drużynowej – w efekcie czego na swój MMR masz jakieś 20% wpływu – reszta jest chaosem. Wyobraź sobie wreszcie, że jedna gra może trwać godzinę, ale może i półtorej – a w tym czasie carry się obrazi, support chce zostać tankiem, z kolei główny inicjator pisze „gg” i wychodzi na spacer z psem. Tak wygląda DOTA2, tak wygląda piekło.

I przez te wszystkie lata społeczność graczy rzucała w stronę Valve potężne klątwy i modlitwy, aby ów gigant elektronicznej rozrywki wprowadził wreszcie zmiany, które przykręcą nieco kurek z toksycznym gazem, tak skutecznie obniżającym satysfakcję z obcowania z dotką. I wiecie co? Chyba się udało!

Otóż jakiś czas temu, wraz z kolejnym z setek patchy, do DOTA2 niespodziewanie wjechał tryb TURBO, który niesamowicie przyspiesza grę, daje ogromne boosty do zdobywanych przez bohaterów złota i doświadczenia, obniża wytrzymałość budowli i generalnie działa cuda. Gra trwa od 15 do 30 minut, chociaż ten standardowy przedział oscyluje gdzieś między 20 a 25 – co to powoduje? Ano przede wszystkim nie ma za bardzo czasu się wkurzać, bo dynamika gry ogromnie na tym zyskała. 20 minut farmienia żeby kupić sobie lepsze trampki? Zapomnijcie o tym! Pół godziny okładania umęczonych creepów w dżungli? Haha… NIE! Tutaj rozgrywka toczy się zupełnie inaczej. Być może bardziej chaotycznie, być może więcej w tym przypadku, ale niech mnie diabli, jeżeli nie jest to o wiele przyjemniejsze niż te długaśne, godzinne mecze okupione często irytacją i poczuciem straconego czasu.

Na razie co prawda TURBO nie oferuje rozgrywek rankingowych i to się raczej nie zmieni, ale po prawdzie ja osobiście ich do szczęścia nie potrzebuję.

A po co ten tekst w ogóle? Ano tak trochę informacyjnie, a trochę ku przestrodze. Jakiś czas temu odinstalowałem DOTA2 na dobre i przyznam, że nie spodziewałem się powrotu. Z czasem jednak zdecydowałem się dać szansę nowemu trybowi i absolutnie nie żałuję! Zdaję sobie sprawę, że to trochę tak jak z palaczami, którzy oficjalnie nie jarają, ale co jakiś czas z ciężkim poczuciem winy w kibelku do kratki dymka strzelą – tak teraz ja od czasu do czasu na ten kwadrans z okładem odpalam tytuł, do którego wciąż mam chyba więcej miłości niż nienawiści. No dobra, a gdzie ta przestroga? No bo – do licha! – mogłem w tym czasie, który spędziłem w grze, nauczyć się jakiegoś języka, albo – o zgrozo – nawet dwóch…

1+

Polubili to:

  • avatar
Tagi

2 Comments

  1. Moje wspomnienia z grania w Dotę
    – 2 ruskich rujnujących grę, bo tak
    – cyka blyat
    – skillowy snajper na shadow blade nie umiejący last hitować
    – invoker w mojej drużynie: dno. invoker u przeciwnika: Gandalf połączony z Sauronem i Morgothem
    – trolle
    – toksyna
    – mecze trwające 2h.

    Nie wrócę, nawet z turbo.

    1. – ruskich dawno nie widziałem w swoim teamie 🙂 W przeciwnym teamie to i owszem, ale w swoim to co najwyżej trafi się jakiś Turek albo Fin, ale też bez spiny jest zazwyczaj.
      – wiesz, ze jedyną osobą piszącą teraz cyka blyat to jestem ja 😀
      – co do skilla to to jest totalny chaos, ale skillowy sniper ma w turbo mniejszą szanse zrujnować grę. Invoker bez zmian xD
      – brak czasu na trollowanie i toksynę 🙂 – i to jest najlepsza zmiana!!!!!
      – mecze trawią – jak napisane – średnio 20 – 25 minut 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close