PC & KONSOLERECENZJA

Void and Meddler – Episode 1

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Wspomnienia… Któż ich nie ma? Niektóre są jak najbardziej warte pielęgnowania, podczas gdy inne najchętniej wymazalibyśmy z naszych umysłów. Co jednak, jeśli wiemy, że utraciliśmy część wspomnień? Czy można beztrosko żyć ze świadomością, że pewne wydarzenia z przeszłości stanowią dla nas tzw. czystą tablicę? To zależy. Przykładowo bohaterka gry Void and Meddler stwierdza, że już dłużej nie da rady funkcjonować z taką pustką w głowie.

Fyn, bo takie imię nosi nasza protagonistka, straciła pamięć dwa lata przed właściwą akcją produkcji. Wprawdzie próbowała potem odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości, lecz bynajmniej nie zapewniła sobie w ten sposób spokoju ani szczęścia. Dziewczyna nie potrafi oprzeć się wrażeniu, że popadła w stagnację, nie widząc w swojej egzystencji jakiegokolwiek celu. Dlatego też postanawia w końcu wyrwać się z marazmu i poszukać odpowiedzi na wszystkie dręczące pytania. Widzi w tym bowiem jedyną szansę na pozbycie się nieznośnej, wewnętrznej pustki. Aby odzyskać zagubioną tożsamość, potrzebuje zaś kilku wspomnień specjalnego rodzaju.

Nie popsuję nikomu niespodzianki, zdradzając, iż w pierwszym epizodzie Void & Meddler nie dotrzemy wraz z bohaterką do kresu jej podróży. Na więcej wyjaśnień trzeba poczekać do premiery kolejnych odcinków, którą zapowiedziano na przyszły rok. Tego się zresztą spodziewam po następnych rozdziałach, zwłaszcza że otwarcie serii pełni przede wszystkim funkcję wprowadzenia do całej opowieści. Scenariusz stawia tu zatem więcej pytań niż odpowiedzi, w zamian skupiając się na oswajaniu odbiorców z realiami wykreowanego przez deweloperów świata.

Na szczęście, autorom projektu udało się odmalować sugestywną wizję przyszłości, inspirowaną m.in. twórczością Philipa K. Dicka czy Williama Gibsona. Cyberpunkowe uniwersum, jakie zwiedzimy w trakcie rozgrywki, ma w sobie coś intrygującego i zarazem odpychającego. Chociaż niezależna produkcja nie epatuje nadmiarem drastycznych scen, to tytuł skierowany do dojrzałych graczy. W mieście, gdzie żyje Fyn, łatwo o narkotyki, nieobowiązujący seks, implanty bądź mutacje. Na porządku dziennym są nawet takie kurioza jak osobnicy z głową kota albo krokodyla. Trudniej natomiast o prawdziwą bliskość między ludźmi, co poniekąd dotyczy również naszej więzi z główną bohaterką. Otóż Fyn jest do bólu cyniczną i szorstką w obyciu dziewczyną, której raczej nigdy nie dopisuje dobry humor.

Pod względem mechaniki, mamy do czynienia z przygodówką point and click, gdzie sterowanie odbywa się przy pomocy wysłużonej w tym gatunku myszki. Gameplay obejmuje eksplorację otoczenia, rozwiązywanie zagadek ekwipunkowych oraz przeprowadzanie rozmów, przy czym spotkamy się też z koniecznością doboru odpowiednich kwestii dialogowych. Zagadki nie odznaczają się dużym stopniem skomplikowania, a co za tym idzie – ewentualne utknięcie prędzej wyniknie z przeoczenia jakiegoś interaktywnego punktu niż z wysokiego poziomu trudności danego zadania.

Mimo że produkcja nie łamie gatunkowych reguł, zespół deweloperski pokusił się o interesujący zabieg w obrębie rozgrywki, który nieco ją urozmaica i jednocześnie nieźle współgra z warstwą narracyjną. Mianowicie Void & Meddler posiada elementy nieliniowości, a konkretnie oferuje nam różne sposoby rozwiązania pewnych problemów. Jeśli więc komuś marzy się odblokowanie wszystkich osiągnięć, należy zbadać te alternatywne ścieżki, nie wspominając o kilku ewidentnie nieobowiązkowych czynnościach. Co istotne, nielinearną strukturę gry można po części interpretować jako odzwierciedlenie położenia Fyn, która snuje się po mieście, błądząc nieco po omacku.

Audiowizualna warstwa przygodówki bezsprzecznie zalicza się do jej największych atutów, gdyż z powodzeniem buduje psychodeliczną atmosferę Void & Meddler. Dialogi występują wyłącznie w formie tekstowej, lecz brak voice actingu został zrekompensowany przez wyrazisty soundtrack, który skomponowali dwaj główni projektanci – Dorian SRed oraz Trevor Reveur. Tajemniczy, fascynujący i zarazem niezbyt przyjemny nastrój wprowadza już menu główne, witając nas kawałkiem o intensywnym rytmie, a także stylizowanym na neon tytułem gry. Podobnie jest z estetycznymi wrażeniami, jakie towarzyszą rozgrywce – poruszamy się wśród barwnej, acz mrocznej scenerii, od której bije swoiste podskórne zepsucie, potęgujące uczucie wyobcowania. I choć cała grafika została zrealizowana w dwóch wymiarach, pixel art zastosowano tylko przy sylwetkach postaci, uzyskując ciekawy efekt kontrastu.

Jednokrotne przejście pierwszego epizodu zajęło mi dwie godziny, co w przypadku odcinkowej propozycji jest w zupełności zadowalającym wynikiem. Generalnie czas poświęcony przygodówce, którą opracowała niezależna ekipa z NO cvt przy wsparciu BlackMuffin Studio, okazał się satysfakcjonującym doświadczeniem. Może perypetie Fyn nie wciągnęły mnie aż tak, by zapomnieć o bożym świecie, lecz zainteresowały na tyle, aby mieć szczerą ochotę na poznanie dalszego ciągu tej historii.


  • Intrygujące uniwersum
  • Przemyślany gameplay
  • Ciekawa oprawa audiowizualna
  • Od strony fabularnej otrzymujemy zaledwie mały wstęp

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Sprawdź również
Close
Back to top button