ARTYKUŁESPORT

2018 WCS Austin – podsumowanie

Cóż to był za weekend! W Austin, w stanie Texas, działy się rzeczy wręcz magiczne szczególnie z perspektywy polskiego kibica, który niemalże cały czas mógł obserwować wyczyny naszych rodaków. Przez trzy dni mogliśmy być świadkami turnieju, który wydawał się początkowo iść dobrze znaną nam z poprzednich eventów ścieżką, ale im więcej graczy odpadało z rywalizacji, tym ciekawiej działo się na scenie. A gwiazdą, ku zaskoczeniu wszystkich w tym dla samego siebie, był Grzegorz „MaNa” Komincz.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od pierwszej fazy grupowej, która zwyczajowo była raczej przesiewem słabszych lub po prostu niewyróżniających się graczy od zawodowców. Na tym etapie w każdej grupie znajdowało się zwyczajowo dwóch dość znanych zawodników i dwóch „no-name’ów” (acz jak ktoś śledzi scenę północnoamerykańską, to takie nicki jak Gemini, Epic, czy Dolan zapewne zna). I zgodnie z przewidywaniami, bardziej doświadczeni i po prostu lepsi gracze awansowali dalej. Wyjątek stanowiła grupa O, w której znalazła się aż trójka całkiem dobrych zawodników w postaci MaNy (Protoss, Polska), Namshara (Zerg, Szwecja) oraz Optimusa (Terran, Holandia). Na szczęście dla nas, Grzegorz bez większego problemu rozprawił się z rywalami, pokazując zaskakującą pewność siebie na tym etapie. Niemiła niespodzianka wydarzyła się zaś w grupie M, z której faworyzowany Ziggy odpadł na nieznanego szerzej amerykańskiej Protossa, Teslę.

W drugiej fazie grupowej było już znacznie bardziej gorąco, bo do osób, które awansowały z poprzedniej fazy dołączyli kolejni zawodowcy. I jak to zwykle bywa, nie obyło się bez niespodzianek. Katastrofa dotknęła reprezentację Szwecji, która od lat co prawda nie posiada w swoich szeregach mistrza pokroju dawniejszych sław jak NaNiwa czy ThorZaIN, ale wyeliminowanie wszystkich Szwedów na tak wczesnym etapie stanowił zdecydowanie szok dla Skandynawów. Z perspektywy naszej, mieliśmy powody do zadowolenia, bo awans wywalczył komplet Polaków, a trzech z nich (Elazer, Nerchio, souL) wyszło ze swoich grup z perfekcyjnym wynikiem 4:0.

W trzeciej i zarazem ostatniej fazie grupowej żarty się skończyły – do boju dołączyło 16 najlepszych zawodników z eliminacji, sprawiając poziom rozgrywek poszybował w górę. Zwycięzca poprzedniego WCS-a, fiński Zerg Serral, nie miał problemów w swojej grupie wygrywając ją 4:0 w mapach, a bitwę o wejście do playoffów z drugiego miejsca stoczyli TLO (Zerg, Niemcy), Clem (Terran, Francja) oraz Jieshi (Protoss, Chiny). Wygrał niemiecki weteran, który powstrzymał na razie zapędy 16-letniego talentu, dla którego zresztą był to pierwszy WCS – wcześniej regulamin nie pozwalał mu uczestniczyć w tych zawodach. Z grupy B wyszli Neeb (Protoss, USA) oraz Nerchio (Zerg, Polska), a z grupy C Elazer (Zerg, Polska) i SpeCial (Terran, Meksyk) – czyli bez niespodzianek. MaNa co prawda przegrał na TRUE (Zerg, Korea Południowa), ale zdołał dwukrotnie pokonać uThermala (Terran, Holandia) i awansował do playoffów. souL (Terran, Polska) niespodziewanie odpadł na ostatnim miejscu po tym, jak został zmuszony uznać wyższość Hasa (Protoss, Tajwan) oraz legendarnego Stephano (Zerg, Francja). Inną niespodzianką była porażka jednego z faworytów turnieju, ShoWTimE‚a (Protoss, Niemcy) z Kelazhurem (Terran, Brazylia). Tym samym niemożliwy do powtórzenia był finał z WCS Leipzig, w którym niemiecki Protoss walczył w finale z Serralem.

To, co działo się w playoffach ciężko opisać inaczej niż „jednostronne gry”, ewentualnie „witajcie w mieście 3:0”. Z niezrozumiałych względów i pierwszy raz bodajże w historii w zasadzie wszystkie mecze aż do półfinałów zakończyły się wynikami 3:0 (okazjonalnie 3:1). Czegoś takiego po prostu jeszcze nie było. Oznaczało to oczywiście, że spora część tych spotkań była rzeczywiście jednostronna i nie niosła ze sobą tylu emocji, ale i tak znalazło się tam miejsce na kilka zaskoczeń. I w zasadzie zawsze bohaterem był MaNa, który pierw rozbił znacznie faworyzowanego Neeba 3:0, następnie w ciekawy sposób odprawił Snute‚a (Zerg, Norwegia) również 3:0, aby w elektryzujący sposób dokonać czegoś, czego nie spodziewał się zapewne on sam i pokonał 3:1 SpeCiala. Co ciekawe, MaNa nigdy wcześniej nie wygrał na meksykańskiego Terrana w całej swojej profesjonalnej karierze – ba, do wczorajszego półfinałowego spotkania wynik brzmiał jednoznacznie 0:5 dla SpeCiala w meczach i 0:7 w mapach. Polak zanotował więc wręcz historyczny wynik i po raz pierwszy od wielu lat, wszedł do finału wielkiej imprezy. Tam już czekał nikt inny jak Serral, który do tej pory przez cały turniej pozwolił przeciwnikom na uszczknięcie mu zaledwie jednej mapy.

Finałowe starcie było dynamiczne, z MaNą ponownie grającym cokolwiek niekonwencjonalnie i zaskakującym przeciwnika mocnym naciskiem na ataki bazowymi jednostkami. Tam, gdzie niemalże każdy inny Protoss przechodziłby w tzw. late game i zaczynał budowę „golden armada”, MaNa przechodził w Blink Stalkery i zdejmował najważniejsze jednostki w zergowej armii – Brood Lordy – teleportując się pod nie. Magia działała, Polak zdołał objąć prowadzenie 2:1, ale wtedy na dobre przebudził się Serral, który z meczu na mecz coraz lepiej dostosowywał się do nietypowej dla niego sytuacji. Szybki atak roach/ling i niepewna obrona wyrównały stan meczu, po czym Zerg odzyskał całkowitą kontrolę nad serią. Koniec końców to cudowne dziecko fińskiego esportu ponownie uniosło puchar, ale MaNa i tak był gwiazdą turnieju. Oby tak dalej!

Brackety, szczegóły faz grupowych i więcej informacji znajdziecie na niezawodnej Liquipedii, a darmowe VOD-y z poszczególnymi meczami znajdziecie m. in. na sc2links.com. Zdecydowanie polecam obejrzeć przynajmniej mecze MaNy z Neebem, Snutem i Serralem!

2+

Polubili to:

  • avatar
  • avatar
Źródło
Liquipediatwitch.tv/starcraft
Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close