Frostpunk – Nerdomancer
PC & KONSOLERECENZJA

Frostpunk

Temperatura w mieście spada z dnia na dzień. Kiedy przybyliśmy na miejsce tego Generatora termometry wskazywały -30 stopni Celsjusza i wydawało się nam, że to diabelnie zimno. Teraz taki lekki mrozik przyjęlibyśmy z radością. Sytuacja robi się coraz gorsza, ledwo mieścimy wszystkich ocalałych w nędznych szałasach skleconych z drewna i wątłej nadziei. Kończą się nam surowce dostępne na powierzchni zmrożonej ziemi, wkrótce będziemy musieli wysłać ludzi do kopalni lub do zamarzniętych lasów. Węgiel jest podstawą przetrwania na dalekiej północy podczas tej wielkiej zimy, która równie dobrze może być ostatnią zimą ludzkości. Uruchomienie niedawno pierwszej „grzalni”, w której możemy hodować co bardziej odporne na zimno rośliny wlało w społeczność odrobinę nadziei na przyszłość. Raporty zwiadowców jednak jasno sugerują, że nie ma co liczyć na nagłą odmianę naszego podłego losu.

Nie zdążyliśmy się przygotować. Zima już nadeszła.

Polskie 11bit studios najwyraźniej uznało, że będzie się specjalizowało w kreowaniu dość ciężkich tematycznie gier, w których optymizmu tyle, co w przeciętnym utworze z gatunku „suicide depressive funeral black metal”, a które pozostawiają gracza z przemyśleniami na temat tego, co właśnie zobaczył. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej produkcji tego studia. We Frostpunk przyjdzie nam pokierować zmaganiami grupki ludzi, którzy w wyniku gwałtownych zmian klimatycznych na Ziemi zostali zmuszeni do podróży na daleką północ, gdzie naukowcy zdołali zawczasu zbudować Generatory – ot, wyobraźcie sobie gigantyczne piece grzewcze, które robią również za elektrownie. To właśnie przy jednym z takich Generatorów rozpoczynamy długie zmagania o ocalenie naszej skromnej kolonii, a problemów do rozwiązania jest od początku cała masa. Najpoważniejszym z nich jest oczywiście ciepło, którego dostarcza właśnie centralny budynek miasta – ale jego zasięg jest mocno ograniczony i po wybudowaniu kilku schronień dla mieszkańców miejsca wokół życiodajnego urządzenia zaczyna brakować. A do tego coraz bardziej spadające temperatury sprawią, że początkowa wydajność Generatora po prostu nie wystarczy, aby ludzie nie zaczęli chorować i cierpieć na odrmożenia.

Polskie 11bit studios najwyraźniej uznało, że będzie się specjalizowało w kreowaniu dość ciężkich tematycznie gier, w których optymizmu tyle, co w przeciętnym utworze z gatunku „suicide depressive funeral black metal” (…)

Ciepło, jedzenie, wydobywanie tak potrzebnych surowców w skrajnie niesprzyjających warunkach, odkrywanie sposobów na poprawę bytu mieszkańców, zabezpieczanie większej przestrzeni życiowej, wysyłanie zwiadowców w mroźne pustkowie – to tylko część zadań, z którymi trzeba się zmierzyć podczas rozgrywki. Rdzeń Frostpunk to „city builder”, który jest jak najbardziej kompetentny i sprawdziłby się spokojnie jako samodzielna produkcja bez żadnych dodatków, ale cała otoczka i kolejne warstwy, które otaczają ten rdzeń sprawiają, że obok tego tytułu ciężko przejść obojętnie. Jako lider, gracz musi podejmować wiele decyzji, wśród których nie zabraknie takich naprawdę niepopularnych, a niektórych z nich w normalnych warunkach nikt z nas nawet by nie rozważał. Lodowa apokalipsa sprawia jednak, że granice moralności stają się mocno plastyczne pod wpływem konieczności. Bo chociażby kto uznałby za całkowicie normalne wysłanie dzieci do pracy w fabrykach lub kopalniach? Co z ciężko chorymi? Czy trzymamy ich przy życiu, kosztem zdrowej części populacji, czy jednak wybieramy bardziej drastyczne opcje? Co kiedy wbrew wszelkim staraniom, jedyną dostępną formą jedzenia są… zmarli?

Gra prezentuje naprawdę wiele tego typu wyborów w ramach ścieżki Adaptacji, a w zależności wybranego scenariusza, można również pójść drogą Wiary lub Porządku, które w zasadzie nie różnią się między sobą tak bardzo, jak można by przypuszczać. Nowe prawo można ustanowić co określony czas, a każda opcja wiąże się z konsekwencjami. Przykładowo, decyzja o chowaniu zmarłych na cmentarzu (zamiast po prostu wrzucać ciała do dołu) poprawi odrobinę stan Nadziei oraz obniży Niezadowolenie w społeczności. Ale jeśli gracz zapomni tenże cmentarz wybudować w ciągu kilku dni, ludzie zapamiętają sobie niespełnianą obietnicę i ich niezadowolenie wzrośnie. Przez całą rozgrywkę trzeba mieć oko na te dwa czynniki – po osiągnięciu skrajnie negatywnego Niezadowolenia lub zerowej Nadziei ludzie się zbuntują lub wpadną w panikę. Niektórzy z nich mogą próbować wrócić do Londynu (skąd wyruszyła ekspedycja) i w tym celu przekabacać na swoją stronę innych niezadowolonych z naszych rządów ludzi, a nawet po cichu kraść potrzebne na taką wyprawę zasoby. Kiedy indziej do miasta mogą przybyć uchodźcy z innych miejsc – czy przyjmiecie ich wszystkich, nawet osoby ciężko chore i inwalidów? Przecież każdemu trzeba znaleźć miejsce do spania, wykarmić, dać poczucie wspólnego celu. Z drugiej strony w kolonii prawie zawsze brakuje rąk do pracy i każda osoba – czy to zwykły „robol”, czy inżynier, może się przydać.



Możesz nas również śledzić na Facebooku! 🙂


Całość ludzkiego dramatu rozgrywa się na mroźnym pustkowiu, gdzie ostatki surowców są na wagę imperium, a w całość spina to oprawa audiowizualna oraz intuicyjny i naprawdę dobrze zaprojektowany interfejs. Ktokolwiek projektował „międzymordzie” spisał się znakomicie – interfejs jest czytelny, poszczególne menusy i tabelki dokładnie tam, gdzie się ich człowiek spodziewa, a najważniejsze informacje są dobrze wyszczególnione na ekranie głównym rozgrywki ze szczegółami oddalonymi o zaledwie kliknięcie lub dwa. Jest to o tyle ważne, że trzeba nieustannie monitorować stan np. zmagazynowanych zasobów węgla i tego, na ile czasu wystarczy tego surowca. Od dostępności i czytelności tej informacji zależy to, czy gracz uzna, że miasto może sobie pozwolić na zwiększenie wydajności Generatora lub budowę kilku dodatkowych struktur grzewczych.

Graficznie Frostpunk prezentuje mroźny krajobraz z dość szarą paletą kolorów, acz z mnóstwem detali, na które patrzy się z bolesną wręcz przyjemnością. Świetnie jest obserwować, jak kolejne domostwa rozpalają się od wewnątrz ogniskami, Generator buzuje i sypie iskrami, a robotnicy wytrwale wytyczają ścieżki w grubej warstwie śniegu, a po kilku godzinach są one zasypywane przez świeży puch. Odczuwalna temperatura w pokoju, w którym się gra spada niemal od razu od odgłosów porywu wiatru i widoku zamarzniętych krawędzi ekranu lub podczas rzutu oka na otaczający miasto śnieżny, jednolity krajobraz. Każdy budynek jest pełen małych szczegółów, a wybrany styl wizualny (dowodzimy grupą uciekinierów z Londynu z czasów wiktoriańskich) pozwolił twórcom na zaprojektowanie czasami naprawdę interesujących struktur. Również animacjom nie można niczego zarzucić, podobnie jak muzyce. Ta ostatnia jest wręcz osobnym bohaterem – w trakcie głównej kampanii przez większość część czasu muzyka sunie wraz z wiatrem i upływającym czasem, aż do pewnego momentu, kiedy wręcz zapowiada nadciągający kataklizm. Ze słuchawek aż wylewał się gęsty klimat zagrożenia, niepewności oraz zimnej determinacji. A to, co się dzieje w trakcie tegoż wydarzenia… naprawdę dawno, ale to dawno nie siedziałem do szóstej nad ranem na krawędzi fotela, nie mogąc i nie chcąc przestać być świadkiem wydarzeń na ekranie. Duża w tym zasługa właśnie muzyki wraz ze scenariuszem oraz tym, co gra „budzi” w graczu – troski o tych ludzi, których staramy się uratować i zapewnić jakąkolwiek przyszłość.

(…) naprawdę dawno, ale to dawno nie siedziałem do szóstej nad ranem na krawędzi fotela, nie mogąc i nie chcąc przestać być świadkiem wydarzeń na ekranie.

Taka właśnie jest produkcja 11bit studios. To dosyć mroczna i depresyjna opowieść o przetrwaniu, ubrana w mechanikę city buildera i przyozdobiona kilkoma systemami pogłębiającymi zarówno sferę emocjonalną, jak i strategiczną. To tytuł unikatowy, podobnie jak This War of Mine i mam nadzieję, że twórcy wypuszczą przynajmniej kilka nowych scenariuszy. Największym minusem Frostpunk jest bowiem stosunkowa krótkość gry (zaledwie trzy scenariusze) oraz to, że przy powtórnym rozgrywaniu danej misji wiemy, czego się spodziewać. Sprawia to, że powtórki nie są tak emocjonujące jak „pierwszy raz”, ale osoby szukające wyzwania mogą zawsze dopasować suwaki odpowiadające za poziomy trudności poszczególnych etapów symulacji miasta.

Zdecydowanie polecam, abyście we Frostpunk zagrali. Nawet jeśli tylko raz przejdziecie domyślną kampanię, będzie to podróż warta swojej ceny.

2+

Polubili to:

  • avatar
  • avatar
Tagi

7 Comments

  1. Patrzę daliście się wchłonąć PRowi i propagandzie marketingowej, a za jakiś miesiąc gierka pewnie pójdzie w odstawkę przez swoją liniowość i pozorny jedynie wpływ tychże niby kluczowych decyzji z drzewka na rozgrywkę. Minie trochę i świat zapomni o tej gierce, bo co by nie było reprezntuje dość niszowy gatunek i nic rewolucyjnego do niego nie wprowadza.

    Dobre!

    1. Przecież wspomniałem w recenzji, że „replayability” jest cokolwiek niskie – niższe niż w innych city builderach ze względu na to, jak duże znaczenie ma scenariusz i ten „pierwszy raz”. Jeśli twórcy będą dodawali nowe scenariusze, to będę trzymał Frostpunk na dysku i co jakiś czas wracał.

      Gatunek niszowy? Ok, mogę się zgodzić. Nic rewolucyjnego? Niby nie, ale sposób podania i po prostu frajda z rozgrywki są na tyle duże, że tutaj nie potrzeba rewolucji. Gdzieś spotkałem się z określeniem, że Frostpunk to odwrócone Tropico – ma to trochę sensu. 😉

      Dobre!

      1. Jakoś nie wyłąpałem, sorry. Ale bardziej chodziło mi o to, że również jak większość recenzentów przedstawiasz tą grę jako coś wspaniałego, a tak naprawdę jest to mocny średniak na kilkanaście godzin. Co do niszowości gatunku to tak jest to gatunek niszowy, ilu ludzi gra w takie symulatory miast? Na pewno nie ma co tej liczby przyrównywać do fpsów, moby, czy nawet gier wyścigowych, czy sportowych, tak mały jest to procent graczy. Także też w kontekście sytuacji na giełdzie wokół 11bits to napisałem, kto z was się interesuje to wie o co mi chodzi 😉

        Dobre!

    2. Zgaduję, że w tym przypadku występuje szok – OsaX nie marudzi i nawet grę lubi? 😉 I nawet tostera za to nie dostał? Nie może być! Co ja poradzę, gra mi się podoba, zamierzam do niej wrócić przynajmniej kilka razy i serio dwa razy zarwałem nockę do 6 rano, aby ukończyć dany scenariusz.

      Może sporządzisz własną recenzję? Z chęcią przeczytam Twoją opinię w dłuższej formie. Ja jestem tak szczery, jak to możliwe i Frostpunk po prostu mi „wszedł”, dostrzegam problemy z żywotnością produkcji i to, że nie jest ona w 100% unikatowa i np. ścieżki Prawa i Wiary są w zasadzie takie same (o czym też wspomniałem w tekście), ale to nadal IMHO bardzo dobra produkcja. :]

      Dobre!

      1. Nie wiem czy jest sens się dublować recenzjami, ale jak poważniej zasiądę do tego tytułu to może coś skrobnę. Co do szoku, że polubiłeś grę to takwego nie doznałem, po prostu po zapoznaniu się z kilkoma gameplayami i recenzjami wyrobiłem sobie chwilowo taką opinię, a nie inną lecz raczej nie ulegnie ona zmianie.

        Dobre!

Dodaj komentarz

Close
Close