ESPORTNEWS

Intel Extreme Masters XII – dzień 5

Historia dzieje się na naszych oczach. Przed finałem XII sezonu Intel Extreme Masters mieliśmy wielkie oczekiwania, dodatkowe podsycane przez obietnice organizatorów, że w Katowicach ujrzymy największy i najlepszy turniej w StarCraft II organizowany przez ESL. I niech mnie, ale mieli rację! Poziom gier – począwszy od otwartego bracketu na początku tygodnia! – jest niesamowicie wysoki, a tylko w sobotę mieliśmy okazję łapać się za głowy widząc to, co potrafią wyczyniać najlepsi gracze na świecie. Od emocji i szybkości prezentowanej podczas kamery ukazującej perspektywę gracza można było dostać zawrotów głowy. Oto podsumowanie piątego dnia Intel Extreme Masters XII World Championship.

Round-of-12

Już od pierwszego starcia fani najwyższego poziomu gry mogli dostawać wypieków na twarzy za sprawą meczu Trap vs Dark. Mecz przybrał dość zaskakujący obrót, kiedy to Trap prowadził już 2:0 w best-of-5, ale Dark zdołał wyrównać i sprowadzić rywalizację do ostatniego, decydującego meczu. W nim lepszy okazał się koreański protos z Jin Air Green Wings, który tym samym kontynuował znakomity dla siebie turniej. W drugiej parze również nie zabrakło emocji: Dear nie bał się grać zarówno gier macro, jak i stosować agresywnych zagrywek – wszystko po to, aby pokonać Impacta, który nie pozostawał dłużny. Obaj gracze naprzemiennie wygrywali kolejne mapy, czasami stosując wyjątkowo dziwne zagrywki (2 base proxy hatch z roach/ravager w wykonaniu Impacta było tak cudaczne, że zostawiło komentatorów skonfundowanych w polu), ale na końcu to przeżywający swoiste wskrzeszenie Dear okazał się górą po ostatnim zaciętym pojedynku.

Hurricane vs Rogue był w zasadzie jedynym starciem, które było stosunkowo rozczarowujące. Po tym jak zerg i aktualny mistrz świata z Blizzconu bez problemów wygrał pierwszą mapę, dalsze dwa starcia poszły szybko i wedle jednego schematu: 2base nydus all-in z dużą ilością Queen oraz roachy. Soli do rany Hurricane’a dosypywał fakt, że w obu przypadkach egzekucja przez Rogue była identyczna i zerg stawiał nydusa tuż przed nosem protosa. Rogue wykorzystał przewidywalny opening swojego przeciwnika wymuszony obecną metą, w której protos po prostu musi otworzyć PvZ stargate’m, ale zginie od jednego z licznych zergowskich all-inów. Okazuje się także, że otwieranie stargate pozwala na szybki zgon od innych all-inów. Któż by się spodziewał. 😉 sOs kontra Maru był jednym z niesamowicie interesujących meczy na papierze, a w praktyce… nie zawiódł! sOs od samego początku postanowił dyktować tempo gry, zaskakując Maru swoimi nietypowymi zagrywkami i dosłownie wchodząc do terrańskiej głowy szepcąc Maru o wszystkich możliwych all-inach i agresjach, które może właśnie w tej chwili wykonywać. Efekt był taki, że pierwsza mapa została wręcz zdominowana przez protosa, który jednak nie był w stanie odnieść podobnego sukcesu na kolejnych mapach. Decydujący był więc mecz na Backwater, gdzie w chaotycznej grze okazało się, że lepiej posiadać grupę marine’sów i czołgów z ravenem niż trzy oracle w bazie przeciwnika.

Ćwierćfinały

Serral vs Trap, czyli pojedynek ostatniego foreignera i prawdopodobnie najlepszego gracza spoza Korei Południowej z grającym być może turniej życia protosem. Po pierwszych dwóch mapach widownia zapełniająca miejsce rozgrywania turnieju mogła odczuwać pewne deja vu, albowiem Trap znowu prowadził z zergiem 2:0. Wtedy jednak obudził się Serral, pokazując pełnię mocy swojej rasy i szokując swoją szybkością oraz multitaskingiem po całej mapie. Na Backwater zerg udowodnił również, że pogłoski o niepokonanej Złotej Armadzie Protosów były zdecydowanie przesadzone, pogrążając lategame’ową armię Trapa powolnym i zdecydowanym pushem przez środek mapy. Finałowa mapa, Catalyst, była świadkiem być może największego błędu Trapa, który pierw nieopatrznie omal nie stracił adeptek mających trzymać zerga w szachu, a następnie przez długi czas zapomniał o technologii „charge” dla zealotów. Ciężko powiedzieć, czy szarża pozwoliłaby mu się obronić przed atakami Serrala w kilku miejscach (w tym masywny drop do maina, z którego rozbił się również mały drop roachy do naturala i 3 bazy), ale z pewnością brak mobilności piechoty kosztował go wiele. Gdy opadł kurz, na polu walki pozostał jedynie Fin, który został pierwszym półfinalistą i jednocześnie pierwszym graczem, którego ujrzymy w spodku.

Classic vs Dear, czyli co się stanie, kiedy odnowiony Dear – który miał prawdopodobnie „najbardziej gorący” okres kilka lat temu w historii SC2 – spotka prawdopodobnie najlepszego protosa na świecie, defensywną skałę. Szczerze mówiąc, to starcie mogło zakończyć się wynikiem 3:0 dla Classica, ale Dear zdołał w iście magiczny sposób obronić się przed rushem do dark templarów nie posiadając przy tym niemalże detekcji. Z pewnością kluczowe dla jedynej wygranej Dear’a było to, że udało mu się tymczasowo wykryć oba dark templary jednocześnie – wystarczyłoby, aby jeden z nich był akurat poza zasięgiem detekcji, a Dear straciłby zdecydowanie zbyt wiele robotników, aby kontynuować. Ta obrona nie wpłynęła jednak w żaden sposób na Classica, który pokazał doskonałą znajomość matchupu i odczytywać zamiary przeciwnika, po czym obracał je przeciwko niemu. Aż ślinka cieknie na myśl o pojedynku Classica z Serralem.

TY vs Rogue był meczem, który był bardzo hype’owany. W końcu po jednej stronie stawał aktualny mistrz świata, mający unikalny styl gry, a po drugiej mieliśmy mistrza z Katowic minionego roku, który również charakteryzuje się specyficznymi zagrywkami. Obaj to również mistrzowie grania w lategame, i tego seria nam dostarczyła. Ciężko jednak nie mieć wrażenia, że TY po prostu nie sprostał Rogue, który tak naprawdę nie miał większych problemów z pokonaniem terrana. Nie to, że to był zły mecz – bo nie był! Po prostu poziom pozostałych spotkań był tak szalenie wysoki!

Solar vs Maru, czyli ostatni terran kontra zawsze groźny zerg. Obserwując wcześniejszą serię w tym samym matchupie można było zastanawiać się, czy „zerg w lategame to imba”. Maru postanowił udzielić odpowiedzi na to pytanie i to zdecydowanie negatywnej. Co było dość zaskakujące, albowiem książę terran znany jest ze swojej agresji i micro, nieustannego nękana przeciwnika na kilku frontach i nigdy nie zwalniania dla zaczerpnięcia oddechu. W zasadzie jedynie mecz na Neon Violet Square był taki – zaczęło się od klasycznych proxy raxów i bunkrów pod naturalem Solara, który minimalnie zdołał odeprzeć atak, tracąc jednak sporo robotników. Dalej wywiązała się zażarta walka w niskiej ekonomii, w której jak ryba w wodzie czuł się Maru, co rusz dropując i zabijając coraz więcej struktur zerga. Najlepiej to starcie określił Kwanghee Woo:

Poza tą jedną grą, reszta to były znakomite przejścia terrana w late game’owe scenariusze, pokazując wszystkim potęgę ponownie zmienionych raven’ów. Solar momentami wydawał się wręcz zagubiony, nie mogąc znaleźć recepty na spellcasterów Maru, samemu nie mogąc odnaleźć punktu zaczepienia  w grze, która coraz bardziej wymykała się mu z rąk. W końcowych ujęciach widać było frustrację Solara, który musiał uznać wyższość Maru i tym samym dopełniony został skład półfinałów.

Półfinały

Ostatni, finalny dzień IEM rozpocznie się już od  11:00, a wielki finał przewidziany jest w okolicach godziny 14:30 lub 15:00. Oczywiście cała akcja przenosi się na główną scenę w katowickim Spodku. Śledzić wszystko możecie na oficjalnym twitchu IEM i kanale YouTube.  Aktualne wyniki, drabinkę i wiele innych informacji znajdziecie zaś na Liquipedii.

Darmowe VOD-y znajdziecie m. in. na sc2links.com

1+

Polubili to:

  • avatar
Źródło
Liquipedia
Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close