ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! – Knights of Honor

W muzyce zdarza się, że jakaś kapela lub artysta pojawi się znienacka ze świetnym albumem, a następnie słuch o nim zaginie – bądź co gorsza, każde kolejne wydawnictwo będzie jedynie cieniem glorii tego jedynego, znakomitego krążka. W grach o takie przypadki ciężej, ale gdybym miał wskazać studio, które wybiło się na jednym tytule i w sumie nigdy nie zrealizowało swojego potencjału, wskazałbym na Black Sea Studios założone w 2001 roku w Sofii. Od tamtej pory developerzy z Bułgarii wydali dwie produkcje (ciepło przyjęte i będące tematem tego wspominkowego tekstu Knights of Honor oraz średniaka w postaci WorldShift), zostali częścią Cryteka (anulowany projekt Arena of Fate), a od 2017 roku należą do potężnego Creative Assembly.

Ich debiutancka produkcja to nadal gra, z którą studio to jest najbardziej kojarzone – w sumie trudno, aby było inaczej, w końcu jak już wspomniałem, zbyt wielu produkcji na koncie Black Sea Studios nie ma. Wydana na PC w 2004 roku strategia czasu rzeczywistego była czymś całkiem świeżym na rynku powoli popadającym w stagnację, łącząc w sobie elementy z kilku innych serii w całkiem smakowity sposób i oprawiając w przyjemną dla oka oprawę graficzną.

W Knights of Honor gracz wcielał się we władcę jednej z ponad stu nacji średniowiecznej Europy – której, to już zależy tylko od preferencji  i jednego z trzech okresów czasowych (od wczesnego, do późnego średniowiecza). Można więc było budować potęgę zarówno Państwa Piastów, Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czy też Leinsteru lub księstwa Wessex lub egzotycznej Zenaty (północna Afryka). Pomocą w rządzeniu wybraną nacją służyli specjaliści królewskiego dworu tacy jak nadworny kleryk, generał, czy też mistrz szpiegowski. Łącznie specjalnych funkcji na dworze było dziewięć, a pomocni w wypełnianiu konkretnych obowiązków mogli być również członkowie królewskiej rodziny. Osoby, które miały styczność z Europa Universalis poczują się jak w domu, bowiem spora część rozgrywki w Knights of Honor przypomina wersję light grand strategy Paradoxu. Tutaj również trzeba było martwić się o sukcesję tronu, wydawanie księżniczek za mąż celem  zdobycia politycznych sojuszy i umocnienia pozycji swojej dynastii na mapie Europy. Podobnie jak w bardziej znanej serii mapa podzielona była na prowincje, których centralnym punktem zawsze było duże miasto, którego zdobycie było konieczne do kontrolowania regionu. Każda prowincja posiadała własne zasoby, które można wykorzystywać budując specjalistyczne zakłady np. garbarnię. Od tych zasobów zależało m. in. to jakie wojska można rekrutować w danym mieście, stan ekonomii lokalnej i w skali całego państwa, a zyskanie określonej grupy zasobów pozwalało odblokować dające wielkie korzyści „kingdom advantages”.

Różnice pomiędzy Europa Universalis, a Knights of Honor oczywiście są na tyle wyraźne, aby nie można było mówić o typowym plagiacie – produkcja Black Sea Studios nie jest tak głęboka mechanicznie, jest zdecydowanie mniej „tabelkowa” oraz mniej doszlifowana w wielu aspektach,  co jednak nie oznacza, że jest łatwa! O porażkę bardzo łatwo, a z racji tego, że to nadal RTS (acz należący do tych powolniejszych reprezentantów gatunku), to konieczność jednoczesnego baczenia na różne aspekty zarządzania królestwem są tutaj jak najbardziej obecne. W przeciwieństwie do wspominanej serii, wojny są nieco „inne” – a konkretnie, bitwy. Te można rozwiązać na dwa sposoby: zrzucając wszystko na barki generała, albo samemu prowadząc swoje kohorty do boju na dwuwymiarowej mapie. Pod tym względem KoH jest bliższe serii Total War – armia może zbyć zbudowana z zaawansowanych jednostek kawalerii, artylerii i innych maszyn oblężniczych, rycerzy, pikinierów, czy też mas chłopstwa. Podczas oblężeń trzeba skruszyć mury, ustawiać łuczników na dogodnych pozycjach (wzgórza), ochraniać ich przed wrogą kawalerią.

Gra była naprawdę przyjemna w odbiorze, dzięki „rysunkowej” grafice 2D nie zestarzała się jak wiele gier 3D z tego okresu, a stosunkowo powolny upływ czasu pozwalał czasami się zapomnieć i po prostu obserwować chłopstwo krzątające się pomiędzy wsiami, a miastami, od czasu do czasu podpisać jakiś sojusz lub mianować nowego członka królewskiego dworu. Nic więc dziwnego, że wokół gry wyrosło całkiem aktywne społeczeństwo fanów tworzących mody i do dzisiaj gra może pochwalić się wierną grupą fanów. Knights of Honor miało swoje problemy (interfejs mógłby zawierać trochę więcej informacji, szczególnie podczas dyplomacji, sztuczna inteligencja też nie należała do najbardziej bystrych, pomimo upływu setek lat świat gry pozostawał taki sam), gra nie stała się hitem, ale wspominam ją całkiem ciepło. Szkoda, że twórcy nigdy nie zdołali osiągnąć podobnego sukcesu jako niezależny developer. Obecnie gra jest dostępna na Steamie, a dodatkowo warto sięgnąć po fanowskie mody np. Ultimate Mod.

2+

Polubili to:

  • avatar
  • avatar
Via
Screeny ze Steama
Tagi

One Comment

Dodaj komentarz

Close
Close