artykułNEWS

Pożar w śmietniku, czyli wieści ze świata gier #4

Ye gods.

To chyba jedyne cenzuralne stwierdzenie, którym mogę skomentować to, co dzieje się wokół Bethesdy i FAILlouta 76. Jeśli pamiętacie, albo macie chwilę, to już jakiś czas temu, tuż po wyciekach Jasona Schreiera i ogłoszeniach Todda Howarda komentowałem swoje duuuuże wątpliwości co do tego projektu. Obawiałem się, że to może być syf poziomu Ride to Hell Retribution 1%, ale, na bogów, nie spodziewałem się aż takiej szajsburzy wokół tej produkcji. SŁUCHAJCIE MNIE, ALBOWIEM POSIADAM DAR WIESZCZY. Że miała to być porażka nie trzeba było zgadywać – zaczęło się od tego, że Bethesda próbowała wskoczyć na wagonik trzech miliardów (liczyłem) gier typu survival + crafting + zombies. Temat przejedzony do tego stopnia, że osobiście nie jestem w stanie o tym słuchać. Co więcej, krążą plotki o przyszłym dodaniu zawartości battle royale do F76, że jest to żałosne chyba nie muszę dodawać, choć korzystając z moich przepowiedni obawiam się, że jakakolwiek rozrywka w tym trybie nigdy nie dojdzie do skutku, bo wszystkich ośmiu graczy, którzy na tym etapie będą jeszcze marnować na tą grę czas będzie próbowało grać w tej samej drużynie.

Potem wskoczył fakt, że zamknięta beta gry miała miejsce dosłownie dni przed premierą. Rok? OK. Pół roku? Ryzykowne. Ale na dosłownie tygodnie przed wejściem gry do sprzedaży? Ugh. Faktyczna premiera tego tytułu jest raczej płatną betą. Ilość błędów, glitchy, bugów, awarii tekstur, problemów z brakiem suwaka FOV na PC czy błędów krytycznych jest wręcz nieskończona. Można się takiej jakości spodziewać po jakimś asset flipperze, ale nie po powiedzmy renomowanej wytwóni. Wisienką na tym jakże obrzydliwym torciku jest fakt, że jądrówki, będące jednym z selling points, mające na celu sianie zniszczenia i modyfikowanie rozgrywki przez zmiany w mapie, potrafią zatopić wszystkie serwery Bethesdy naraz. Ile jądrówek trzeba zrzucić w grze, aby wywołać impuls elektromagnetyczny w siedzibie Bethesdy? Każdy, kto oglądał Monty Python i Święty Graal i pamięta scenę ze Świętym Granatem Ręcznym będzie wiedzieć.

Mało? HA! Faillout 76 (powtarzam tą prześmieszną grę słów gdybyście za pierwszym razem jej nie załapali) oferował różne edycje, w tym Power Armor Edition, wartą – bagatela – 200 zielonych, oferującą bardzo zgrabny, klasyczny hełm od pancerza T51-b, parę drobiazgów kolekcjonerskich oraz płócienną torbę West-Tek. Oferowała – ale nie dostarczała. W zamian za to biedny klient (czyt. zgodnie ze słownikiem Bethesdy, edytowanym przez EA – frajer) otrzymał dziadowską nylonową niemalże torbę na śmieci, której strach tykać, bo się zaraz podrze. Gracze wszczęli tumult. Bethesda zaczęła się bronić, że skończył się materiał, że za drogo, że się nie da, i że nic nie zrobią. Dosłownie. Cytat z oficjalnego komunikatu ’We do not intend to do anything about it.’ OK. Tu by się mogło skończyć, gdyby nie fakt, że influencerzy zaproszeni na przedpremierowe spotkania otrzymali solidne płócienne plecaki brandowe. Odpowiedź Bethesdy? Masz plebsie 5 dolarów w walucie Monopoly, tj. zaoferowali graczom rekompensatę w wysokości 500 Atomów, wirtualnej waluty w grze, czyli innymi słowy absolutnie bez wartości. Po jeszcze większym sajgonie, walkach podjazdowych na social media i atencji mediów postanowili jednak zaoferować wymianę nylonowego badziewia na faktyczną płócienną torbę. Wszystko co trzeba zrobić, to przesłać swoje dane kontaktowe, dowód zakupu i tak dalej do supportu Bethesdy.

Happy End? Daleko od tego. Wczoraj w nocy spora grupa ofiar Bethesdy odkryła, że otrzymała poufne dane innych ofiar, takie jak adresy, informacje kontaktowe, maile, rodzaj karty którą dokonano płatności. Tak, Bethesda wydała nie tylko grę gdzie jest więcej błędów niż pixeli, ale również, w związku z tym że postanowili odciąć się od Steama i założyć własną wywłokę udającą Marketplace, stworzyła platformę sprzedaży elektronicznej i usług z godną swojej renomy ilością błędów.

Sprawa jest jeszcze w toku, ale może się to bardzo źle dla Bethesdy skończyć, jako że każdy taki wyciek poufnych informacji musi być zgłoszony większości państw na świecie i może skończyć się srogimi karami. FUN, FUN, FUN!

Naprawdę, nie rozumiem co się do cholery dzieje z Bethesdą. Takiej pogardy do odbiorców spodziewałbym się po Electronic Arts, nie po twórcach fenomenalnego Skyrima czy Fallouta. Takiej ilości błędów nie spodziewałbym się po twórcach fantastycznego nowego DOOMa. Ale korporacja pozostanie korporacją, a cała historia jest kolejnym argumentem za tym, co głoszę od niepamiętnych czasów – ZERO PREORDERÓW. ZERO KUPOWANIA GIER W DNIU PREMIERY. Żyjemy w czasach EAAArly Access, gdzie wysokobudżetowe gry są wydawane w szkieletowym stanie z wątpliwą obietnicą poprawy w czasie. Kto pamięta zmiany w Diablo 3? Gdy zalogowałem się tam po kilku miesiącach przerwy gra była czymś zupełnie innym. Czy nikt nie nauczył się na No Man’s Lie? Nie tknąłem tego czegoś osobiście, ale po tym co widzę to dopiero po ponad roku ta gra jest pełnym doświadczeniem.

Nie dajmy się kulturze hype. Nie dawajmy się nabuzowywać przez marketingowe, nie obawiam się użyć tego stwierdzenia, szmaty, które pompują w ludzi nakręcający bullshit, mający na celu opchnięcie tępemu motłochowi jak największej ilości kopii w dniu (i przed) premiery, po czym uskuteczniających Króla Juliana ‘A teraz szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu’. Nie jesteśmy motłochem. Nie jesteśmy bandą srok za szybą, którym się wymachuje zza niej kulą dyskotekową i tłumaczy, że nie możemy jej mieć, bo jeszcze nie, a jak już mamy, to się okazuje, że jest ona wykonana z potłuczonych butelek i zużytych strzykawek używanych wielokrotnie przez zarażonych HIV heroinistów, i może zamienią na nową, ale musimy się płaszczyć, aby łaskawie rozpatrzyli podanie. NIE. Głosujemy portfelami. Powtarzam ponownie. ZERO PREORDERÓW. Korporacje rozpanoszyły się w swoich praktykach, ale jeśli będziemy twardzi niedługo ten cyrk załamie się pod własnym ciężarem. Byliśmy już w podobnym miejscu historii gier, na przełomie wieków. Kiedy wpychano nam, z odrobinę większą subtelnością, stricte multiplayerowe gry z tezą, że singiel umarł, multi to przyszłość, a mikrotransakcje (wtedy początki mobilnych) to podstawa. Poczekajmy. Zobaczymy. RX out.

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close