PC & KONSOLERECENZJA

Armello

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Oj, zepsuł się król w Armello. Serio! I co z tym fantem zrobić? Ano zrzucić dotychczasowego władcę z tronu, by samemu objąć panowanie nad całą krainą. Trzeba jednak wszystko odpowiednio rozegrać, zwłaszcza że nie brakuje innych chętnych do włożenia korony. Na szczęście, warto przystąpić do walki, bo produkcja, którą opracowało niezależne studio League of Geeks z Australii, trzyma naprawdę wysoki poziom.

Gra wzbudza pozytywne odczucia już na etapie tła fabularnego, gdyż twórcy przedstawili je w atrakcyjnej i klimatycznej formie. Tytułowe Armello to baśniowe królestwo, zamieszkałe przez antropomorficzne zwierzęta. Na jego czele stoi lwi władca, niegdyś mądry i sprawiedliwy wzorem Aslana z Narnii. No właśnie, takim monarchą był dawniej, lecz teraz to się zmieniło. Nad magiczną krainą zebrały się bowiem ciemne chmury w postaci mrocznej i tajemniczej siły o nazwie Skaza, która niczym zaraźliwa choroba obejmuje kolejne połacie terenu. Infekcji ulega również król, a postępujące spaczenie stopniowo odbiera mu zdrowie, w zamian pogrążając we władaniu złych mocy. W konsekwencji prawy dotąd wódz przeistacza się w szalonego tyrana, co czyni lwa niezdolnym do dalszego rządzenia.

Jak łatwo zgadnąć, jego wysokość nie zamierza abdykować. Z kolei poddani nie mają ochoty biernie czekać, mimo że na skutek skażenia nie pozostało mu wiele dni życia. Poszczególne klany (wilki, niedźwiedzie, szczury, króliki) wysyłają zatem swoich reprezentantów, zaś gracz wcieli się w jednego z takich śmiałków, którzy spróbują zapanować nad chaosem. Chociaż łączy ich wspólna sprawa, stanowią dla siebie groźną konkurencję. Wszak każdy pragnie zdobyć tytuł króla bądź królowej Armello, w zależności od płci wybranej postaci. A zwycięzca, jak wiadomo, może być tylko jeden…

Droga do wygranej prowadzi przez rozgrywkę, będącą eleganckim połączeniem karcianki, planszówki, strategii turowej i uproszczonego RPG. Oprócz naszego wirtualnego alter ego, do walki przystępuje jeszcze troje zawodników, sterowanych przez sztuczną inteligencję lub innych graczy, gdy zdecydujemy się na zabawę w trybie multiplayer. Istnieją cztery sposoby na zwycięstwo. Pierwszy to bezpośredni atak na władcę, ale musimy takie starcie przeżyć. Drugi jest jakby wariacją poprzedniego, tyle że ubijamy lwa mając wyższy poziom Skazy niż pan na zamku. Trzecia metoda również wiąże się z wizytą u monarchy, lecz zamiast walczyć pokazujemy mu cztery specjalne kamienie, zebrane uprzednio na planszy. Dzięki temu oczyścimy królestwo z zarazy, by następnie posadzić zad na tronie. I wreszcie ostatnia taktyka – poprzez zgromadzenie największej liczby punktów prestiżu. Jeżeli będziemy liderem w tej kategorii z chwilą śmierci króla, korona przypadnie oczywiście nam.

Gameplay wymaga opanowania licznych zasad, lecz wszystkie są jak najbardziej jasne i dobrze przemyślane. Poza tym, z pomocą przychodzi obszerny, a co najważniejsze, perfekcyjnie przygotowany prolog, który równocześnie pełni istotną rolę fabularną. Za sprawą rozbudowanego samouczka nawet najwięksi laicy bez problemu ogarną reguły, jakie rządzą barwnym i niebezpiecznym światem Armello. Tutorial w przejrzysty sposób zaznajamia z mechaniką, pozwalając pokierować czterema przedstawicielami zwierzęcych klanów (m.in. wilkiem Thane’em oraz szczurem Mercuriem).

O ile prolog ze zrozumiałych przyczyn odgórnie narzuca konkretnych bohaterów, tak w głównej części gry sami wskazujemy interesującą nas postać. Dostępni osobnicy, których jest tu dwa razy więcej niż w samouczku, różnią się takimi statystykami jak chociażby umiejętność walki czy żywotność, a ponadto posiadają tzw. cechę specjalną. Przykładowo, wilcza łuczniczka Rzeka atakuje przeciwnika, wypuszczając przed właściwą bitwą strzałę i zadając jeden punkt obrażeń. Dla panny Bursztyn z klanu królików przewidziano natomiast większe prawdopodobieństwo odkrycia skarbu w lochach. W związku z tym każdy powinien znaleźć takiego zwierzaka, który będzie mu najbardziej odpowiadać. Rzecz jasna nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przetestować wszystkich bohaterów. Ba, jest to wskazane, jeśli zależy nam na odblokowywaniu achievementów oraz dodatkowych amuletów i sygnetów, zakładanych przed rozpoczęciem nowej gry.

Plansza, na której wykonujemy misje, walczymy z wrogami itd., nie należy do zbyt dużych, ale oferuje sporo atrakcji. Jej środek zawsze zajmuje królewski pałac, a przy czterech punktach granicznych leżą ziemie klanów, czyli swoiste bazy wypadowe, skąd startują chętni do przejęcia władzy (tam też odradzają się, gdy zginą przed zakończeniem gry). Pozostałe, sześciokątne pola podlegają już losowemu rozmieszczeniu, przez co kolejne sesje przyniosą pewne zmiany w wyglądzie mapy i przebiegu rozgrywki. Warto przy tym podkreślić, iż twórcy pamiętali o różnorodności w obrębie zwiedzanych heksów. Mianowicie natkniemy się zarówno na zwykłe pola (równiny), jak i rozmaite typy terenu, które mają dobry bądź zły wpływ na gracza. Tak więc przejęcie osady gwarantuje dopływ kasy, podczas gdy wkroczenie na bagna kosztuje jeden punkt zdrowia.

Po świecie Armello poruszamy się w systemie turowym, a także z uwzględnieniem podziału na dzień i noc. Gdy zapadnie ciemność, zwiększa się aktywność niebezpiecznych zmór, lecz na osłodę lasy stają się całkiem niezłą kryjówką. Nie mniej ciekawie wypada początek dnia, ponieważ król wita poranek wydaniem nowego dekretu, obowiązującego przez najbliższą dobę. Mało tego, na ową decyzję wpływa zawodnik, który w danym momencie przoduje w punktach prestiżu. Jeżeli padnie na nas, zostaniemy wezwani do wskazania jednej z dwóch opcji. To dobra okazja, by spróbować wzmocnić własną pozycję, acz czasami wylądujemy między młotem i kowadłem – może się zdarzyć, że żaden z dekretów nie podpasuje zbytnio naszym planom.

Co istotne, produkcja zezwala na wykonanie pewnych czynności w czasie kolejek przeciwników. Szczególnie spodobała mi się możliwość zagrywania kart w trakcie tur rywali, mimo że wolno to też robić wtedy, gdy przypada nasza kolej. Generalnie cały karciany aspekt zasługuje na pochwały, wpisując się w poczet zalet australijskiego tytułu. Jako że kart jest mnóstwo, bo ponad 120, nie odkryjemy wszystkich w ciągu jednej sesji. Niektóre przydadzą się do ułatwienia sobie życia (np. polepszając obronę lub atak w potyczkach), a dzięki innym zaszkodzimy krążącym po planszy wrogom (poprzez postawienie pułapki na konkretnym polu, rzucenie klątwy itp.). Da się je również spalać podczas pojedynków, których przebieg w głównej mierze określają rzuty kośćmi. W ten sposób zagwarantujemy sobie konkretny wynik dla tylu kości z naszej puli, ile kart postanowiliśmy zniszczyć.

Jak to w planszówkach oraz karciankach bywa, bardzo dużą rolę odgrywa tutaj losowość. Owszem, zabawa bez żadnej taktyki nie jest, delikatnie mówiąc, dobrą receptą na sukces. Niemniej trzeba liczyć się ze sporym ryzykiem. W Armello nie chodzi wyłącznie o strategiczne podejście, ale i o łut szczęścia. Rzut kośćmi w walce okazał się korzystny dla postaci, którą kierujemy? Super! Poszło tak świetnie, że odarliśmy wroga z ostatnich punktów zdrowia? Jeszcze lepiej! A może jednak mieliśmy pecha i to przeciwnik przerobił nas na siekane mięso? Cóż, fortuna kołem się toczy… To samo dotyczy kart – raz dostaniemy coś rzeczywiście fajnego, kiedy indziej niekoniecznie. No i musimy wziąć pod uwagę fakt, iż reszta łasych na koronę także korzysta z dostępnych w grze talii.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, byłoby to oczekiwanie na swoją turę, aczkolwiek nie chodzi mi o uchybienie, które doprowadza do szewskiej pasji. Po zakończeniu naszej kolejki, przychodzi przecież pora na ruchy pozostałych stworzeń na planszy. Co do singla, w którym sesje trwają średnio od 40 do ok. 60 minut, sterowane przez komputer postacie uwijają się w miarę sprawnie, nie wzbudzając zbytnich zastrzeżeń. Trochę gorzej przedstawia się sytuacja w multi, gdzie rozgrywka zawsze zabiera ponad godzinę. Choć tury posiadają wtedy określony limit czasu, i tak jest on dość spory, a żywi przeciwnicy zazwyczaj się nie spieszą. Z jednej strony to zrozumiałe, bo każdy potrzebuje pomyśleć, zaliczyć questa albo stoczyć potyczkę. Z drugiej, może to się lekko dłużyć w przypadku, gdy sami nie mamy akurat nic szczególnego do zrobienia. Przypuszczam, że ową niedogodność rozwiązałby bardziej rozbudowany system komunikacji między graczami. Armello dysponuje jedynie prostymi komendami w stylu powitania czy przeprosin – niby jest ich wystarczająco, ale przydałoby się nieco więcej opcji dialogowych, ewentualnie czat z prawdziwego zdarzenia. Co innego partyjki ze znajomymi, których łatwiej zebrać na zewnętrznym komunikatorze głosowym.

Dobra, pora wrócić do kadzenia, a będzie nad czym się zachwycać, gdy weźmiemy pod lupę warstwę audiowizualną. Armello od początku pieści oczy odbiorców, witając pięknym intrem, które zrealizowano w konwencji klasycznego filmu animowanego. Widoczne w cut-scence krople krwi jednocześnie szybko przypominają, że nie mamy do czynienia z naiwną bajeczką dla małych dzieci. Grafika prezentuje się też bardzo ładnie na etapie rozgrywki, kiedy trafimy do trójwymiarowego środowiska, utrzymanego w baśniowej kolorystyce. Poszczególne pola zostały starannie wykonane, podobnie jak modele istot, które krążą po ziemiach Armello. Równie przyjemnie obserwuje się pojedynki pokazywane na osobnym ekranie. Sylwetki postaci powracają wówczas do stylu 2D, a kości odbijają się zupełnie jakbyśmy rzucali nimi w realu. Co się tyczy kart, zdobiące je ilustracje są tak śliczne, że nie pozwalają oderwać od siebie wzroku. Za to o pozytywne wrażenia słuchowe dba nastrojowy soundtrack, którym zajęli się Michael Allen, Lisa Gerrard oraz Jacek Tuschewski.

Ekipa z League of Geeks zestawiła zwierzęce uniwersum z poważną tematyką, jaką niewątpliwie jest bezwzględna walka o władzę. I zwyciężyła na tym polu. Co więcej, deweloperzy stworzyli cyfrową planszówkę, do której dołączyli elementy zaczerpnięte z kilku innych gatunków. I tu także odnieśli sukces. Kiedy doliczymy do powyższych atutów wspaniałą oprawę audiowizualną, już w ogóle nie da się zaprzeczyć temu, że Armello zasługuje na zainteresowanie graczy. Mówiąc krótko, polecam gorąco, tym bardziej że gra jest dostępna w polskiej wersji językowej.


  • Intrygujące uniwersum i ciekawie zarysowane tło fabularne
  • Udana mieszanka gry planszowej i karcianej, a także strategii turowej oraz erpega
  • Świetnie skonstruowany prolog
  • Złożone i zarazem sensowne zasady zabawy
  • Wciągająca rozgrywka
  • Piękna grafika
  • Klimatyczna muzyka
  • Polska wersja językowa
  • Dość długie czekanie na swoją turę w multi
  • Skromny system komunikacji między graczami w sieci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button