PC & KONSOLERECENZJA

Batman: The Telltale Series, Episode 1 – Realm of Shadows

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Choć dawno już zmęczył mnie schematyzm kolejnych gier Telltale Games, klepanych z jednej i tej samej sztancy, najnowszej produkcji Amerykanów nie mogłem odpuścić z uwagi na bohatera opowieści. Jeśli bowiem na horyzoncie pojawia się kolejna gra z Mrocznym Rycerzem w głównej roli, z góry zakładam, że będę musiał sprawdzić, jak się w Gotham sprawy mają.

Tym bardziej, że specom od interaktywnych tasiemców jednego odmówić nie można – wyjątkowego talentu do snucia dobrych, umiejętnie napisanych opowieści. Co więcej, porwali się na przedstawienie autorskiego spojrzenia na mściciela w czarnej pelerynie, a więc serwują fabułę, która nie bazuje na żadnym z dotychczasowych komiksów czy filmów.

Wspomniana fabuła wypada nieźle, choć nie wybitnie, trudno jednak na tym etapie wyrokować, jak rozwinie się cała intryga. Idę natomiast o zakład, że jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczy, a scenarzyści trzymają w zapasie kilka fabularnych twistów. Warto wspomnieć, że gra opowiada o początkach kariery Batmana, mamy więc postać, na którą nieufnie spogląda większość miasta z policją na czele, a przez niektórych postrzegany jest jak kolejny zbir działający ponad prawem. Dodatkowym smaczkiem jest wątek dotyczący przeszłości rodziny Wayne’ów i płynący zeń wniosek – nawet najbardziej kryształowe jednostki mają swoje za uszami i skrywają tajemnice, które dla dobra ogółu nigdy nie powinny wypłynąć na światło dzienne.

Warto ponadto poruszyć dwie kwestie – sławetne wybory już nawet nie sprawiają wrażenia iluzorycznych, nie próbują udawać, że w przyszłości będzie od nich cokolwiek zależało. Za to minus, bo obecnie żaden z istotnych wyborów pierwszego epizodu (może z wyjątkiem ostatniego) nie jest obarczony ciężarem moralnym, nie zastanawiamy się więc, co by było, gdybyśmy zdecydowali się na drugą opcję. Gdzie te czasy, gdy w trakcie seansu przy pierwszym sezonie The Walking Dead człowiek nerwowo obgryzał paznokcie i ważył na szybko wszystkie za i przeciw. Obecnie tego nie ma, a szkoda.

Druga rzecz, o której warto wspomnieć, to potwierdzenie obietnicy złożonej przez twórców jeszcze przed premierą. Otóż zależało im, by skupić się bardziej na postaci Bruce’a Wayne’a, niż samego Batmana. Jest to coś nowego w temacie gier traktujących o Nietoperzu, poza tym ma uzasadnienie w kontekście samej rozgrywki. Ostatecznie nasz bohater jako Batman przede wszystkim wymierza celne ciosy i nie zadaje pytań, a gra bazująca w znacznej mierze na dialogach siłą rzeczy powinna się skupić na tej drugiej, mniej znanej stronie bohatera.

Dlatego siadając do omawianej produkcji z oczywistych względów nie ma co liczyć na wrażenia rodem z serii Arkham. Z góry było wiadomo, że wszelakie sceny akcji ograniczą się do egzaminowania refleksu w kolejnych sekwencjach quick time events, z kolei rola gracza znów w głównej mierze sprowadzona zostanie do wybierania ścieżek dialogowych pod presją uciekającego czasu. Jedyna znacząca nowość wiąże się z zamiłowaniem naszego bohatera do nowoczesnych gadżetów i faktem, że jest wyśmienitym detektywem. Stąd obecność krótkich śledztw, w trakcie których badamy i łączymy poszlaki, a także okazja do skorzystania z zabawek Nietoperza, co w ciekawy sposób urozmaica rozgrywkę, ale w żaden sposób jej nie rewolucjonizuje. Ot mała, choć ciekawa odskocznia od kolejnych rozmów i wyreżyserowanych cut-scenek.

Sceptycy powiedzą, że kalifornijskie studio stworzyło po raz kolejny ten sam tytuł i w zasadzie będą mieli rację. Owszem, wspomniane sekwencje QTE zrealizowano tym razem ździebko lepiej (czytaj: wymagają uwagi i w końcu faktycznie przyda się odrobina refleksu), ale w ostatecznym rozrachunku to czysta kosmetyka – mechanizmy rządzące rozgrywką nie zmieniły się ani na jotę od czasu Jurassic Park: The Game, czyli pierwszej interaktywnej opowieści tworzonej na tym samym silniku i w tym samym stylu.

Zresztą wspomniany silnik też już momentami mocno niedomaga. Co prawda gra prezentuje się całkiem znośnie, gdyż nieco zmodyfikowano wiekowy już engine, a komiksowa forma idealnie wpisuje się w stylistykę materiału źródłowego. Szkoda jedynie, że przy okazji nie obyło się bez karygodnych wpadek, które nie powinny mieć miejsca. W wersji pecetowej gra paskudnie przycina, oczywiście na konfiguracjach, które żadnych problemów mieć nie powinny. Czasem są to chrupnięcia tak dotkliwe, że na moment rozjeżdża się obraz i dźwięk. W sieci nie brakuje sygnałów, że niektórym w ogóle gra nie działa lub niemiłosiernie klatkuje, jeszcze innych notorycznie wyrzuca na pulpit. Zrobili na tym silniku milion gier i nadal mają z nim problemy? Nie do przyjęcia.

Ostatecznie z uwagi na problemy trawiące wersję na blaszaki odejmuję jeden punkt od oceny końcowej. Liczyłem na ponurą, mięsistą historię i mój apetyt w dużej mierze został zaspokojony. Przy czym raz jeszcze warto zaznaczyć, że nie ma co serwować kategorycznych wyroków na tym etapie – zbyt wiele niewiadomych przed nami, zbyt wiele tajemnic czeka wciąż na odkrycie. Tak czy inaczej z niecierpliwością wypatruję ciągu dalszego, a to chyba najlepsza rekomendacja, na jaką mogę się w tej chwili zdobyć.


Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close