PC & KONSOLERECENZJA

Draugen – recenzja

Norwegia, rok 1923. Do niewielkiej, zagubionej pośród fiordów wioski na zachodzie kraju przybywa dwójka przybyszów. Edward, uczony i teoretycznie kierujący się tylko żelazną logiką mężczyzna o wiotkiej posturze i kondycji fizycznej oraz Alice, wygadana i dość dziwna dziewczyna. Celem przybycia tej dwójki do Graavik jest próba odnalezienia siostry Edwarda, która zaginęła pośród niegościnnych gór Norwegii.

Tak otwiera się przed graczem Draugen, produkcja norweskiego Red Thread Games, którą bez trudu można zakwalifikować do gatunku tak zwanych „walking simulators”, czyli gier przygodowych, w których jest stosunkowo mało faktycznej rozgrywki, a sporo chodzenia po okolicy. Tym razem gracz przemierzać będzie wspomnianą wioskę Graavik, do której przybyła dwójka bohaterów – i która okazuje się być zupełnie opuszczona.

Na odkrycie czekają więc dwie zagadki. Pierwsza to oczywiście znalezienie śladów siostry Edwarda, która miała podobno przybyć do wioski jakiś czas temu. Druga to rozwiązanie historii tego miejsca i zrozumienie, co też się wydarzyło w tak małej społeczności odciętej od świata. Całość nie zajmuje wiele czasu, albowiem nawet bez pośpiechu grę można ukończyć w trzy godziny.

I są to trzy godziny wypełnione uczuciem niedosytu i w pewnym stopniu niewykorzystanych okazji. Graavik jako dosłownie malutka wioska (kilka chałup na krzyż) została wyjęta wprost z lat 20’tych ubiegłego wieku i prezentuje się naprawdę ciekawie. Autorzy postarali się oddać nie tylko prezencję ogólną wioski z tamtych czasów, ale również odpowiednio wyposażyli wnętrza niewielkich domków z dachami pokrytymi mchem oraz starych, drewnianych kościołów. Szkoda jednak, że niemal połowa obecnych we wsi budynków została zupełnie niewykorzystana (Edward co najwyżej zajrzy do środka i zamknie drzwi, nie widząc nikogo), a do pozostałych struktur wejdziemy raz, góra dwa razy.

Rozczarowujące są również główne wątki, które pomimo tego, że koniec końców rozwijają się w jakąś logiczną całość i są same w sobie całkiem przyzwoitymi historiami, to nie oferują pełni satysfakcji. Historia zaginionej siostry pomimo, że zakończona to pod koniec wprowadza dodatkowe elementy, które…. no, bez spojlerów, wydają się wymagać jakiś wyjaśnień. To się jednak nie dzieje, podobnie jak drugi wątek, który przez głównego bohatera jest wręcz traktowany po macoszemu. Są w całej grze zasugerowane pewne elementy np. nadnaturalne albo związane z norweskim folklorem, ale na delikatnych sugestiach się kończy. Widać, że twórcy chcą stworzyć coś więcej w tym uniwersum, bo po napisach końcowych można znaleźć informację, że Edward i Alice powrócą.

Dopóki tego nie zrobią, to ciężko polecić Draugen. To nie jest zła gra – widoki oferowane przez Graavik są piękne, ale też są gry piękniejsze. Klimat i muzyka są naprawdę miłe, ale nie ma tutaj w zasadzie samej rozgrywki. To typowy „walking simulator”, w którym gracz może co najwyżej zadecydować o kolejności wyświetlanych dialogów. W swoim gatunku Draugen ma również ten problem, że na rynku pojawiło się trochę gier, które pokazały znacznie więcej, ciekawiej, sprytniej. Przykłady: The Vanishing of Ethan Carter oraz What Remains of Edith Finch. Dzieło norwegów zainteresować może głównie fanów tego specyficznego gatunku, reszta odbije się od powolnej i krótkiej rozgrywki.

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close